Mały Max właśnie przeraczkował przez całe laboratorium aby wejść ponownie do zielonej maszyny. Zatrzasnęłam za nim masywne drzwi kabiny i trzymałam mocno kciuki aby tym razem wszystko dobrze się potoczyło. Maszyna zaczęła się trząść i wydobywał się z niej dym i iskry. Co będzie jeśli Max stanie się jeszcze mniejszy? Czy to w ogóle możliwe? Spojrzałam w stronę Profesora Bookworma. Siedział spokojnie wciskając kolejne guziki i był bardzo skoncentrowany. Spojrzał nagle na mnie z nad swoich okularów i uśmiechnął się lekko. Co to miało znaczyć?
“Czy wszystko idzie zgodnie z planem?”, zapytałam z pewnym wahaniem . Szczerze mówiąc trochę obawiałam się jego odpowiedzi…
“Nie mogłoby być lepiej! Stężenie gazu D3 A5 jest w normie, a energia cieplna umożliwia dylatację czasu. Wiekomierz jest odpowiednio ustawiony do Oscylatora i jeszcze tylko przełącze termodynamiczną dźwignie i nasz Max zaraz do nas wróci w swojej normalnej postaci!”
Uśmiechałam się do Profesora, chociaż nie miałam bladego pojęcia o czym on mówi. Jednak zdawało się , że profesor wie tym razem co robi i nie wyglądał na zaniepokojonego.
Nagle maszyna się unieruchomiła i głęboka cisza ogarnęła całe laboratorium. Już raz przez to przechodziliśmy, prawda? Jednak tym razem nie było już iskier wydobywających się z wnętrza kabiny. To chyba dobry znak, pomyślałam trzymając nadal kciuki mocno zaciśnięte. Podeszłam do drzwi, mocno pociągnęłam za metalową klamkę, aż w końcu się otworzyły z dużym hukiem. Ze środka wydobywał się gęsty dym i miałam wrażenie, że minęła wieczność zanim w końcu udało mi się zobaczyć co kryje się we wnętrzu maszyny. I w końcu ujrzałam GO! To był mój dobry przyjaciel Max, tego samego rozmiaru i wieku co kilka dni temu, zanim wszedł po raz pierwszy do zielonej maszyny Profesora. Nie mogłam się powstrzymać i skoczyłam mu w ramiona! Wiecie, normalnie nie lubię za bardzo się przytulać, a na pewno nie do Maxa, ale muszę się przyznać, że naprawdę zaczęłam już tęsknić za starym dobrym Maxem. Mały Max był uroczy i kochany ale chyba nie wytrzymałabym dnia dłużej na zmienianiu jego pieluszek, karmieniu papką o każdej porze dnia i nocy i takich tam innych rzeczach, które trzeba wykonywać przy niemowlakach. Muszę przyznać, że to było bardzo męczące zadanie! Gdy tak ściskałam Maxa w moich ramionach usłyszałam za swoimi plecami gromki śmiech. Profesor nie mógł złapać oddechu tak głośno się śmiał!
“Z czego się pan tak śmieje, Profesorze?”, spytałam z duzym zdziwieniem.
“Spójrz na niego, Ella!”
Zrobiłam krok do tyłu i spojrzałam na Maxa. Rzeczywiście, widok był dość komiczny! Max wrócił juz do rozmiaru trzynastoletniej Pandy ale miał nadal na sobie pieluchę i w ustach smoczka! Nie mogłam się powstrzymać i też zaczęłam się głośno śmiać.
Max natychmiast wypluł smoczek i powiedział:
“Cieszę się, że dostarczam wam tak dobrej zabawy!”
“Ależ, Max! My śmiejemy się razem z toba, a nie z ciebie! Naprawdę cieszymy się, że już wróciłeś!”
“No dobrze, Ella. Myślę, że teraz TWOJA kolej! Wskakuj do maszyny!”
Max złapał moją rękę i zaprowadził do zielonej kabiny.
Nareszcie jestem znów sobą! Nawet nie wiecie jak się cieszę. Ale Pandy, bądźcie mili i zachowajcie kilka szczegółów z tej historii dla siebie, dobrze? Na przykład to, że nosiłem pampersa i ssałem smoczka… Wiecie, chyba lepiej tego nie rozpowiadać. Straciłbym swoją reputację i honor wśród kumpli, no i też szanse u pięknych dam, rozumiecie… Nie powiecie nikomu, prawda?
Teraz Ella siedzi w maszynie i ja przejąłem rolę narratora. Opowiem Wam jutro co się z nią stało. Najpierw jednak opublikuję wywiad z Profesorem Bookwormem. Ella niestety mi nie pomoże, bo jest … hmmm… nieco zajęta teraz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz